Drukuj
Kategoria: Przepisy drogowe
Odsłony: 4868

Pierwsze wpadki miały już straże miejskie z fotoradarami jak tylko te weszły do użytku. Zaczęło się od prawa o ruchu drogowym bo przecież te wyraźnie mówi ze strażnik nie może mierzyć prędkości aut. W tym okresie doszło do wielu procesów z kierowcami które to straż przegrała. Wtedy też zaniechano kontroli, dopiero radary wróciły na drogi jak zmieniło się prawo. {prawdziwy wylew fotoradarów miał miejsce kilka lat temu gdy ze względu na swoją skuteczność i cenę były bardzo dostępne i wysoko oceniane. Producenci tych urządzeń zachwalali je jako maszynki do poprawy bezpieczeństwa, a może do robienia pieniędzy? Fotoradar ma działać jak czarny punkt czyli ustawiony w odpowiednim miejscu ma skłonić kierowcę do zwolnienia i przestrzegania prędkosci. Analiza przeprowadzona w okolicy czarnych punktów pokazała że większość kierowców nie zwalnia tam wcale, a część tylko nieznacznie zmniejsza prędkość. I tu z pomocą miały przyjść fotoradary miały przestrzegać ale i fotografować kierowców przekraczających prędkość. Potem okazało się ze urządzenie to też nie do końca dobrze się spisuje ponieważ większość kierowców zaczęła zwalniać dopiero przed słupem i to raptownie, jak tylko minęli słup to wciskali gaz i jazda z dużą prędkością zaczynała się od nowa.Potem by zwiększyć prewencyjną skuteczność fotoradarów zaczęto stawiać tabliczki informacyjne nawet kilka kilometrów przed urządzeniem. Dzięki temu kierowcy mieli zachować mniejszą prędkość na dłuższym odcinku. Z czasem się okazało że działa to tylko na tych kierowców którzy jada tamtędy pierwszy raz bo stali bywalcy wiedzieli doskonale gdzie dane fotoradary się znajdują. Niektórzy doszli też do takich wniosków że biorąc pod uwagę liczbę znaków łatwo przeoczyć ten jeden mówiący że za chwilę będzie fotoradar. Dlatego wiele gmin zaczęło stawiać wielkie tablice informujące o tym.


Ale jedna gmina chce przeciwdziałać inna chce zarabiać. I tu gdzie powołano specjalne jednostki straży do kontroli prędkości tak zaczęto ustawiać zawiadomienia by były one jak największa niespodzianką dla kierowców. Częściowo niektóre gminy zrezygnowały też ze stawiania ich tam gdzie faktycznie potrzebne jest zwolnienie. Zaczęto ostawiać je w miejscach gdzie jest ograniczenie prędkości i gdzie łatwo jest się rozpędzić. I tak okazało się że kilka gmin lub nawet kilkanaście w naszym kraju znalazło sposób na robienie kasy. W ogóle ustawa fotoradarowi dokręcała śrubę i mówiła na przykład o konfiskacie samochodu za niezapłacony mandat itd. Jeśli jakiś kierowca zostanie złapany przez fotoradar i dostanie mandat to pieniądze z niego zasila konto konkretnej gminy do które należy dane urządzenie. Była to pokusa dla wielu gmin by przy ruchliwej drodze o ile taka przebiega przez ich teren ustawić takie urządzenie i zbijać kasę. Rekordzistkami pod tym względem okazały się gminy przez które przechodzi trasa prowadząca nad Bałtyk. W wielu gminach powołano też specjalne jednostki straży miejskiej która już wie najlepiej jaki co robić. Jeśli trafi w nasze ręce korespondencja od takiej placówki straży miejskiej to szybko się z niej zorientujemy że chodzi tu o kasę a nie o to by łapać piratów. Gdy dostaniemy ów list to mamy do wyboru albo przyznać się i uiścić mandat lub też wskazać innego prowadzącego. Ale jest jeszcze niespodzianka, wybieramy opcję trzecią i oświadczamy że nie wiemy kto prowadził wtedy auto, i zostajemy za to ukarani mandatem 300zł. Jednocześnie niżej znajduje się informacja że opcja 3 nie powoduje tego że na naszym koncie znajda się dodatkowe punkty karne.


Inna sprawa że zdjęcie jakie dostajemy jest zamazane, korespondencja od strażników przychodzi zwykle po paru tygodniach i jeśli często komuś pożyczamy auto to nie koniecznie musimy pamiętać że wtedy właśnie prowdził szwagier czy też zona. Strażnicy w ogóle byli leniwi wszystko robili zza biurka i nawet nikogo nie wzywali by porownać twarz z fotografi, nawet tej nie za bardzo wyraźnej z faktyczną osobą która prowadziła. A przecież to organy ścigania są odpowiedzialne za ściganie i wskazywanie sprawców. Niestety nie wiemy ile takich procederów ma miejsce ponieważ są one wszystkie wrzucone do jednego worka razem z innymi wykroczeniami. Zastanówmy się jakie są legalne i nielegalne metody chronienia się przed antyradarami. W internecie znajduje się lista miejsc w których stoją fotoradary. Są tez urządzenia które zapamiętują i odtwarzają nam w czasie jazdy sygnał że zbliżamy się do danego punktu. Jest też coś takiego jak lokalizator radarów. Małe urządzenie które jest wyposażone w odbiornik GPS oraz pamięć w niej natomiast zapisane są punkty pomiaru prędkości. Komunikacja tym urządzeniem nie należy do najfajniejszych a poza tym ma ono te same wady co standardowa nawigacja GPS. Legalne jest też CB radio które pozwala nam na zapytanie innych kierowców jakie są zagrożenia na trasie. Dowiemy się gdzie stoi drogówka i gdzie robią zdjęcia fotoradarem.